Czwartek 13 grudnia 2018

Powiatowe dyktando dla "absztyfikantów" nie tylko polskiego

Proszę określić gdzie leży problem:
Proszę wpisać wynik dodawania:
8 + 8 =
Link
Proszę wpisać wynik dodawania:
8 + 8 =
III Powiatowe Dyktando o Puchar Starosty Bełchatowskiego, zorganizowane przez bezpłatne licea i szkoły policealne „COSINUS PLUS”, pisało ponad 20 osób.
zdjęcie
Łatwe nie było, ale to w końcu zadanie dla mistrzów. Wszak takich słów jak np. „hołubienie”, „nuworyszowski”, „chondra” czy „chargé d’affaires” nie używa się często. Rywalizację oceniono w dwóch kategoriach: „uniwersytet III wieku” i „open”. W kategorii UTW mistrzami ortografii zostali: 1. Alicja Kulesza; 2. Marianna Radwańska i 3. Maria Pawlina. W kategorii „open”: 1. Magdalena Oczek; 2. Katarzyna Elzner – Kopcik i 3. Joanna Fryś. Puchary, dyplomy i książki, ufundowane przez bełchatowskie starostwo, wręczył wicestarosta Grzegorz Gryczka. Przedsięwzięcie, uświetniające jubileusz 10-lecia szkół COSINUS, artystycznie wzbogacił występ Radomszczańskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku „Wiem Więcej”.

Tekst tegorocznego dyktanda: 

Anty-płochacz halny
Zwinisław Miłobąd i Hieronim Chryzostom (z greckiego „złotousty”) w półbrzasku minęli Hiacynty hacjendę, jak o dziewiętnastowiecznym majstersztyku budowlanym jej dziadka zwykła mawiać ich psiapsiółka. Swoją prosperity patrycjusz zawdzięczał nuworyszowskiemu, nowobogackiemu stylowi życia, wskutek czego zdobył publicity, które przyciągało rzesze znudzonych, spragnionych hołubienia sfrancuziałych ziemianek. Happy endem Hiacyntowych antenatów był modus vivendi polegający na załatwieniu posady chargé d’affaires dla absztyfikanta, któremu bliżej było do bukmachera albo kamikadze. Jednakże w zamian za przysługę teścia, hultaj miał odpłacać się niegasnącą, żarliwą namiętnością w stosunku do swojej bogdanki. Marnotrawstwo i degrengoladę utracjusza przerwało, przyjście bez antycypacji, kostuchy.
Zrazu dało się usłyszeć huk, chrupot, chrzęst i trzask. Hałas, wywołujący chaos w kontemplacji i deliberacji, iście bigbitowy (big-beatowy), znieważył dwuipółgodzinny, równomierny chód dwojga przyjaciół. Podstarzały, zdalaczynny druhu, przyjrzyj się temu performance. Zwinisław wskazał - niepierwszej czystości- palcem bagienny spektakl. To dzika kaczka trawersem (albo telemarkiem?), z impetem właściwym oblężniczemu taranowi, sforsowała taflę wody, miażdżąc ciężarem swojego ciała sterczące chrusty i grzybieniowate grążele. Biennale jak u Hitchcocka. Zestrzelona trójlufką albo jakimś nie glockiem, jawiła się w rozlewisku niczym chondra w meteorycie. Czy to krzyżówka, cyranka, cyraneczka, podgorzałka, płaskonos, czernica czy głowienka? Po stokroć! Toć to krzyżówka bo ma szaroniebieskosrebrzystą głowę, brązowo-szare upierzenie, dziób zgniłozielony, przy nasadzie czarno kropkowany.
Niby-ornitologiczne exposé pięćdziesięciojednoipółletniego, tużpowojennego nie gołowąsa przerwał tętent chabety. Cdn.

 
← powrót